poniedziałek, 22 września 2014

Rozdział 7

Przyglądał mi się i czułam sie skrępowana. Jakoś zapodział mi się telefon... Chociaż właściwie wiedziałam, gdzie go mam... On znalazł ten telefon i mi go oddał
-Wiesz co, Naomi ? Rzadki cię widzę tek przejętą. Ktoś mógłby pomyśleć, że po raz pierwszy w życiu zobaczyłaś faceta. To jak ? wybierasz się do tego klubu ?
-Wzruszyłam ramionami, starając się odzyskać pewność siebie. Dlaczego zawsze muszę tyle gadać, kiedy jestem poruszona?
-Może pójdę.
-Koniecznie.Ostatnio w ogóle przestałaś wychodzić.
To prawda. Odkąd moja najlepsza przyjaciółka, Debbie, wyjechała na uniwersytet do Manchesteru, a Natasha, Holly i inne koleżanki zrobiły sobie rok przerwy na podróże, moje życie towarzyskie niemal całkowicie zamarło. Natet rodzice byli tym trochę zaniepokojeni. Proponowali mi bilety do teatru albo zachęcali mnie, żebym poszła z nimi do znajomych na brydża-którą to propozycję odrzuciłam zdecydowanie i nie grzesząc zbytnią uprzejmością. Rok przerwy po maturze wydawały się dobrym pomysłem, jeśli wziąć pod uwagę pieniądze, które mogłam zarobić przez ten czas i obycie, jakiego mogłam nabrać bez wątpienia. Ale nie przewidywałam, że będę tak samotna, nie przewidywałam tego okropnego uczucia, że życie ucieka mi koło nosa. Jak to się stało, że rodzice zdołali mnie namówić, bym zamiast biletu lotniczego na podróż dookoła świata, sprawiła sobie bilet miesięczny komunikacji miejskiej i posadę w biurze ? Mimo to nie chciałam, żeby moja świetnie ustawiona towarzysko młodsza siostrzyczka, której kalendarz pękał w szwach od wszelkich imprez domowych i klubowych, przypomniała mi o nudzie, w jakiej przyszło mi żyć.
- Dobra, pójdę. Idziesz ze mną ?
-Może...-powiedziała, starając się nie pokazywać po sobie, że ma na to ochotę. Rozrzuciła swoje idealne proste, jasne włosy.-Dobrze pójdę. Czwartek akurat mam wolny.
Nie lubiłam u niej tego tonu wyższości.
-W piątek rano musisz iść do szkoły, Emily-powiedziałam jadowicie. Musiałam jakoś jej przypomnieć, że to ja jestem starszą siostrą, dojrzalszą i bardziej doświadczoną.-Zapytaj rodziców, czy cię puszczą. A nawiasem mówiąc, po co do mnie przyszłaś?
Rzuciła mi zranione spojrzenie. Podniosła się z mojego łóżka i wyglądała, jakby nie bardzo wiedziała, co ze sobą zrobić.
-Mniejsza o to-powiedziała,zmieszana
-Proszę, powiedz. Potrzebowałaś czegoś ode mnie ?-starałam się nadać swojemu głosowi jak najcieplejsze brzmienie. Naprawdę chciałam pójść na koncert Justina. I wiedziałam, ze nie mogę-że w każdym razie nie zdecyduje się- pójść tam sama. Koniecznie potrzebowałam jej towarzystwa. Zresztą mogłoby byś fajnie, gdybyśmy wybrały się razem. Emily nie zastąpi mi Debbie ani Natashy, ani innych koleżanek, ale prawda była taka, że chwilowo nie mogłam liczyć na żadną z nich.W tych okolicznościach Emily była moją jedyną szansą. i doskonale o tym wiedziała.
-Chodziło mi o ten czarny top retro... bez pleców... wiesz o którym mówię ?
Stężałam, bo już wiedziałam, co będzie dalej.
-Chciałam go pożyczyć na party u Andy'ego w sobotę. Będzie świetnie pasowała do moich nowych spodni.
No właśnie. Teraz spróbuję mi go wydrzeć. A był to mój ulubiony ciuch. Najbardziej wyjątkowy ciuch w mojej szafie, przedmiot mojej dumy. Znalazłam go rok temu na pchlim targu i negocjowałam ze sprzedającym do upadłego, inaczej nie wystarczyłoby mi kasy, żeby za niego zapłacić. Transakcja pochłonęła wszystkie moje ówczesne oszczędności. Top był uszyty z doskonałego jedwabiu, u góry wykończony naszywanymi dżetami i miał specjalny krój, chyba ze skosu, który wyraźnie wyszczuplał talię.
Emily mogłaby bez problemu dostać ode mnie każdą inną rzecz i byłabym bardzo zadowolona, że mam okazję wyświadczyć jej przysługę. Ale nie ten top. I na pewno nie na urodzinowe przyjęcie szesnastolatka. Było absolutnie pewne, że przesiąknie tam zapachem dymu papierosowego, a tył będzie zalany piwem- jeśli nie zarzygany, czego także nie mogłabym wykluczyć. I w dodatku uważałam, że Emily nie będzie w tym dobrze wyglądać. Ta rzecz była skrojona dla kobiety o zaokrąglonych kształtach, mającej biust, a nie deskę do prasowania, jak moja siostrzyczka.
-Oczywiście, bardzo proszę- powiedziałam z miłym uśmiechem, choć przez zaciśnięte zęby.-Ale bardzo o niego dbaj. I potem oddaj go do pralni.
-Dziękuję, Nay- rozpromieniła się Emily, uszczęśliwiona swoim zwycięstwem. wiedziała doskonale, że nie lubię,kiedy ktoś zdrabniał moje imię. Ale wszyscy jej znajomi używali zdrobnień, wiec wyszło jej to w zwyczaj i nie mogła się powstrzymać. Wróciła na moje łóżko i znowu rozsiadała się na nim wygodnie-Więc co na siebie włożysz do tego klubu?
-Bóg raczy wiedzieć. jeszcze się nad tym nie zastanawiałam-Może właśnie ten czarny top bez pleców... Jeśli-tu znacząco zawiesiłam głos-Jeśli przetrwa twoją sobotnią imprezę.
-Powiedzmy to sobie jasno, Nay. Jeśli spodobałaś mu się w tym, w co się ubierasz do biura, to cokolwiek na siebie włożysz następnym razem, będzie absolutnie zachwycony.
-Może pożyczę coś od ciebie-zażartowałam. Nigdy nie pożyczałam ubrań Emily. Byłyby na mnie w większości przyciasne, a poza tym jej styl nie bardzo mi odpowiadał. Lubiła pokazywać pępek i uda, a nie były to akurat moje najmocniejsze atuty. I uwielbiała T-shirty z jaskrawymi napisami, który w moich oczach wyglądały raczej tandetnie.
-Bardzo proszę-odpowiedziała bez cienia ironii.
Na dole trzasnęły drzwi frontowe. ojciec wrócił do domu. Znaczyło to, że za równiutkie dwie minuty mama zawoła nas na kolację. Te dwie minuty były niezmienne, można by według nich sprawdzić dokładność zegarka. Emily zerwała się z mojego łóżka.
-Chyba musimy zaraz iść na dół-westchnęła.- Nie ma ratunku.
Wywróciłam porozumiewawczo oczami.
-Tylko pamiętaj, przy stole ani słowa o koncercie. Nie życzę sobie dziś przesłuchania, nie jestem w odpowiednim nastroju.
Razem zeszłyśmy po schodach. Ojciec siedział już w kuchni przy stole. Zdjął okulary i ocierał oczy grzbietem dłoni. Jego łysina roztaczała wspaniały blask w halogenowym oświetleniu.
-Cześć, dziewczęta-powiedział nie podnosząc na nas wzroku-Jak wam dziś poszło?
Pytanie nie było skierowane do żadnej z nas w szczególności, więc obie wydałyśmy z siebie nieokreślone mruknięcia w pozytywnym tonie.
-Pomogę mamie-powiedziałam, chwytając szansę ucieczki. Emily pokazała mi język. Tym razem okazałam się szybsza.
Mama przestawiła parujące garnki i patelnię na drugim końcu naszej kuchni, która miała kształt litery L.
-Dziękuję, Naomi-powiedziała.-Pomożesz mi podać do stołu.
Na kolację zrobiła spaghetti z sosem bolońskim dla siebie i ojca, a dla mnie i Emily z sosem w wersji bezmięsnej.Zostałam wegetarianką w wieku jedenastu lat. A Emily była bardzo wymagająca, mielonego mięsa nie wzięłaby do ust
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej wiem długo nie było rozdziału ale to dlatego że mam szkołę
6 KOMENTARZY=ROZDZIAŁ