sobota, 1 listopada 2014

Informacja

Mamy już 325 wyświetleń !!!
Jestem wam wdzięczna za czytanie mojego opowiadania
nie mam doświadczenia i wiem że nie jest to doskonałe opowiadanie ale staram się jak mogę
Jeżeli macie jakieś pytania to proszę nie wahajcie się na wszystkie odpowiem
możecie pytać w komentarzach a ja później odpowiem rozdział pojawi się prawdopodobnie w tym tygodniu
Przepraszam a długą przerwę ale miałam blokadę
Kocham Was

poniedziałek, 22 września 2014

Rozdział 7

Przyglądał mi się i czułam sie skrępowana. Jakoś zapodział mi się telefon... Chociaż właściwie wiedziałam, gdzie go mam... On znalazł ten telefon i mi go oddał
-Wiesz co, Naomi ? Rzadki cię widzę tek przejętą. Ktoś mógłby pomyśleć, że po raz pierwszy w życiu zobaczyłaś faceta. To jak ? wybierasz się do tego klubu ?
-Wzruszyłam ramionami, starając się odzyskać pewność siebie. Dlaczego zawsze muszę tyle gadać, kiedy jestem poruszona?
-Może pójdę.
-Koniecznie.Ostatnio w ogóle przestałaś wychodzić.
To prawda. Odkąd moja najlepsza przyjaciółka, Debbie, wyjechała na uniwersytet do Manchesteru, a Natasha, Holly i inne koleżanki zrobiły sobie rok przerwy na podróże, moje życie towarzyskie niemal całkowicie zamarło. Natet rodzice byli tym trochę zaniepokojeni. Proponowali mi bilety do teatru albo zachęcali mnie, żebym poszła z nimi do znajomych na brydża-którą to propozycję odrzuciłam zdecydowanie i nie grzesząc zbytnią uprzejmością. Rok przerwy po maturze wydawały się dobrym pomysłem, jeśli wziąć pod uwagę pieniądze, które mogłam zarobić przez ten czas i obycie, jakiego mogłam nabrać bez wątpienia. Ale nie przewidywałam, że będę tak samotna, nie przewidywałam tego okropnego uczucia, że życie ucieka mi koło nosa. Jak to się stało, że rodzice zdołali mnie namówić, bym zamiast biletu lotniczego na podróż dookoła świata, sprawiła sobie bilet miesięczny komunikacji miejskiej i posadę w biurze ? Mimo to nie chciałam, żeby moja świetnie ustawiona towarzysko młodsza siostrzyczka, której kalendarz pękał w szwach od wszelkich imprez domowych i klubowych, przypomniała mi o nudzie, w jakiej przyszło mi żyć.
- Dobra, pójdę. Idziesz ze mną ?
-Może...-powiedziała, starając się nie pokazywać po sobie, że ma na to ochotę. Rozrzuciła swoje idealne proste, jasne włosy.-Dobrze pójdę. Czwartek akurat mam wolny.
Nie lubiłam u niej tego tonu wyższości.
-W piątek rano musisz iść do szkoły, Emily-powiedziałam jadowicie. Musiałam jakoś jej przypomnieć, że to ja jestem starszą siostrą, dojrzalszą i bardziej doświadczoną.-Zapytaj rodziców, czy cię puszczą. A nawiasem mówiąc, po co do mnie przyszłaś?
Rzuciła mi zranione spojrzenie. Podniosła się z mojego łóżka i wyglądała, jakby nie bardzo wiedziała, co ze sobą zrobić.
-Mniejsza o to-powiedziała,zmieszana
-Proszę, powiedz. Potrzebowałaś czegoś ode mnie ?-starałam się nadać swojemu głosowi jak najcieplejsze brzmienie. Naprawdę chciałam pójść na koncert Justina. I wiedziałam, ze nie mogę-że w każdym razie nie zdecyduje się- pójść tam sama. Koniecznie potrzebowałam jej towarzystwa. Zresztą mogłoby byś fajnie, gdybyśmy wybrały się razem. Emily nie zastąpi mi Debbie ani Natashy, ani innych koleżanek, ale prawda była taka, że chwilowo nie mogłam liczyć na żadną z nich.W tych okolicznościach Emily była moją jedyną szansą. i doskonale o tym wiedziała.
-Chodziło mi o ten czarny top retro... bez pleców... wiesz o którym mówię ?
Stężałam, bo już wiedziałam, co będzie dalej.
-Chciałam go pożyczyć na party u Andy'ego w sobotę. Będzie świetnie pasowała do moich nowych spodni.
No właśnie. Teraz spróbuję mi go wydrzeć. A był to mój ulubiony ciuch. Najbardziej wyjątkowy ciuch w mojej szafie, przedmiot mojej dumy. Znalazłam go rok temu na pchlim targu i negocjowałam ze sprzedającym do upadłego, inaczej nie wystarczyłoby mi kasy, żeby za niego zapłacić. Transakcja pochłonęła wszystkie moje ówczesne oszczędności. Top był uszyty z doskonałego jedwabiu, u góry wykończony naszywanymi dżetami i miał specjalny krój, chyba ze skosu, który wyraźnie wyszczuplał talię.
Emily mogłaby bez problemu dostać ode mnie każdą inną rzecz i byłabym bardzo zadowolona, że mam okazję wyświadczyć jej przysługę. Ale nie ten top. I na pewno nie na urodzinowe przyjęcie szesnastolatka. Było absolutnie pewne, że przesiąknie tam zapachem dymu papierosowego, a tył będzie zalany piwem- jeśli nie zarzygany, czego także nie mogłabym wykluczyć. I w dodatku uważałam, że Emily nie będzie w tym dobrze wyglądać. Ta rzecz była skrojona dla kobiety o zaokrąglonych kształtach, mającej biust, a nie deskę do prasowania, jak moja siostrzyczka.
-Oczywiście, bardzo proszę- powiedziałam z miłym uśmiechem, choć przez zaciśnięte zęby.-Ale bardzo o niego dbaj. I potem oddaj go do pralni.
-Dziękuję, Nay- rozpromieniła się Emily, uszczęśliwiona swoim zwycięstwem. wiedziała doskonale, że nie lubię,kiedy ktoś zdrabniał moje imię. Ale wszyscy jej znajomi używali zdrobnień, wiec wyszło jej to w zwyczaj i nie mogła się powstrzymać. Wróciła na moje łóżko i znowu rozsiadała się na nim wygodnie-Więc co na siebie włożysz do tego klubu?
-Bóg raczy wiedzieć. jeszcze się nad tym nie zastanawiałam-Może właśnie ten czarny top bez pleców... Jeśli-tu znacząco zawiesiłam głos-Jeśli przetrwa twoją sobotnią imprezę.
-Powiedzmy to sobie jasno, Nay. Jeśli spodobałaś mu się w tym, w co się ubierasz do biura, to cokolwiek na siebie włożysz następnym razem, będzie absolutnie zachwycony.
-Może pożyczę coś od ciebie-zażartowałam. Nigdy nie pożyczałam ubrań Emily. Byłyby na mnie w większości przyciasne, a poza tym jej styl nie bardzo mi odpowiadał. Lubiła pokazywać pępek i uda, a nie były to akurat moje najmocniejsze atuty. I uwielbiała T-shirty z jaskrawymi napisami, który w moich oczach wyglądały raczej tandetnie.
-Bardzo proszę-odpowiedziała bez cienia ironii.
Na dole trzasnęły drzwi frontowe. ojciec wrócił do domu. Znaczyło to, że za równiutkie dwie minuty mama zawoła nas na kolację. Te dwie minuty były niezmienne, można by według nich sprawdzić dokładność zegarka. Emily zerwała się z mojego łóżka.
-Chyba musimy zaraz iść na dół-westchnęła.- Nie ma ratunku.
Wywróciłam porozumiewawczo oczami.
-Tylko pamiętaj, przy stole ani słowa o koncercie. Nie życzę sobie dziś przesłuchania, nie jestem w odpowiednim nastroju.
Razem zeszłyśmy po schodach. Ojciec siedział już w kuchni przy stole. Zdjął okulary i ocierał oczy grzbietem dłoni. Jego łysina roztaczała wspaniały blask w halogenowym oświetleniu.
-Cześć, dziewczęta-powiedział nie podnosząc na nas wzroku-Jak wam dziś poszło?
Pytanie nie było skierowane do żadnej z nas w szczególności, więc obie wydałyśmy z siebie nieokreślone mruknięcia w pozytywnym tonie.
-Pomogę mamie-powiedziałam, chwytając szansę ucieczki. Emily pokazała mi język. Tym razem okazałam się szybsza.
Mama przestawiła parujące garnki i patelnię na drugim końcu naszej kuchni, która miała kształt litery L.
-Dziękuję, Naomi-powiedziała.-Pomożesz mi podać do stołu.
Na kolację zrobiła spaghetti z sosem bolońskim dla siebie i ojca, a dla mnie i Emily z sosem w wersji bezmięsnej.Zostałam wegetarianką w wieku jedenastu lat. A Emily była bardzo wymagająca, mielonego mięsa nie wzięłaby do ust
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej wiem długo nie było rozdziału ale to dlatego że mam szkołę
6 KOMENTARZY=ROZDZIAŁ


czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 6

-Naomi ? To ty ?-mama wchodziła po schodach, umiarkowanie wysokie obcasy jej pantofli stukały o drewniane stopnie. 


-Przebieram się !-zawołałam, mając nadzieję, że do mnie nie wejdzie. Słyszałam, że stanęła przy drzwiach i miałam wrażenie, że trzyma rękę na klamce.-No dobrze-Powiedziała z odcieniem zawodu  w głosie
-Chciałam ci tylko powiedzieć, że dzwonił ojciec. Zaraz będzie w domu. Więc bądź gotowa do zejścia na kolację.
-Tak, oczywiście-powiedziałam. Nawet nie starałam się udawać entuzjazmu. Od paru lat wspólne posiłki były dla mnie ciężką próbą-i to nie dlatego, żeby mi nie opowiadała kuchnia mamy. Rodzice nie uznawali jedzenia przy włączonym telewizorze. Musieliśmy siedzieć przy rodzinnym stole, prowadzić uprzejmie rozmowy o tym, jak minął dzień w szkole albo w pracy i komentować inteligentnie prasowe relacje z dnia. Matka i ojciec uważali to chyba za pożyteczne ćwiczenie, cementujące jedność rodziny i rozwijające, zwłaszcza dla mojej siostry Emily, Która miała szesnaście lat. Owszem, zgadzałam się brać w tym udział. Ale nigdy, przenigdy nie zdarzyło nam się rozmawiać przy stole o czymś, co byłoby dla kogokolwiek z nas naprawdę ważne. I tego wieczoru także nie miałam zamiaru poinformować rodziców, że w autobusie numer 69 poznałam chłopaka imieniem Justin.Choć przecież musiałam się z kimś podzielić tą wiadomością. Zaczynałam już zapominać, jak Justin wyglądał i co mówił. Gdybym mogła komuś o nim opowiedzieć, znów stałby się trochę bardziej rzeczywisty. Wyciągnęłam z torby jego ulotkę i otrzepałam ją z paprochów. Była na niej tylko nic mi nie mówiąca lista zespołów muzycznych. Przeczytałam ją ze trzy razy z rzędu, ale to niewiele pomogło.
-Co tu masz ?Aż podskoczyłam. To Emily znienacka weszła do mojego pokoju.Nigdy nie miała zazwyczaj pukać. Zazwyczaj mnie to złościło,ale tym razem byłam zadowolona,że nadarzyła się okazja do rozmowy
.-Ulotkę.Reklamuje koncert w klubie.
-Kto będzie grał ?podałam jej kartkę.
 Przyglądała się przez chwilę marszcząc czoło.
-Nigdy o nich nie słyszałam.Skąd to masz ?
-Od jednego faceta.On gra w którymś z tych zespołów. Poznałam go w autobusie.To ją zainteresowało znacznie bardziej. Usiadła na moim łóżku, krzyżując nogi.
-Jak wyglądał ?
-Był przystojny-poczułam, że się czerwienię.-Rozmawiałam z nim tylko chwilę. I miły.-powiedziałam, uśmiechając się mimo woli.-Miał w sobie coś takiego....Ale nie wiem, czyby ci się spodobał. Ubiera się niestarannie... Wiesz,jak ci amatorzy niezależnego rocka. Przyglądał mi się i czułam się skrepowana . Jakoś zapodział mi się telefon...Chociaż właściwie wiedziałam gdzie go mam... On znalazł ten telefon i mi go oddał
.-Wiesz co Naomi? Rzadko cie widzę tak przejętą.Ktoś mógłby pomyśleć, że po raz pierwszy w życiu zobaczyłaś faceta.To jak ? Wybierasz się do tego klubu ? Wzruszyłam ramionami starając się odzyskać pewność siebie.Dlaczego zawszę muszę tyle gadać,kiedy jestem poruszona ?
-Może pójdę.
-Koniecznie.Ostatnio w ogóle przestałaś wychodzić.
 to prawda.Odkąd moja najlepsza przyjaciółka, Debbie,wyjechała na uniwersytet do Manchesteru, a Natasha, Holly i inne koleżanki zrobiły sobie rok przerwy na podróże,moje życie towarzyskie niemal całkowicie zamarło.Nawet rodzice byli trochę zaniepokojeni.Proponowali mi bilety do teatru albo zachęcali mnie, żebym poszła z nimi do znajomych na brydża -którą to propozycję odrzucałam zdecydowanie i nie grzesząc zbytnią uprzejmością. Rok przerwy po maturze wydawał się dobrym pomysłem, jeśli wziąć pod uwagę pieniądze,które mogłam zrobić przez ten czas i obycie, jakiego mogłam nabrać bez wątpienia.
 Ale nie przewidywałam, że będę tak samotna, nie przewidywałam tego okropnego uczucia, że życie ucieka mi koło nosa. Jak to się stało, że rodzice zdołali mnie namówić, bym zamiast biletu lotniczego na podróż dookoła świata, sprawiłam sobie bilet miesięczny komunikacji miejskiej i posadę w biurze? Mimo to nie chciałam, żeby moja świetna ustawiona towarzysko młodsza siostrzyczka, której kalendarz pękał w szwach od wszelkich imprez domowych i klubowych, przypominała mi o nudzie, w jakiej przeszło mi żyć.
-Dobra,pójdę.Idziesz ze mną ? 

---------------------------------------------------------------------------------
Hejka kochani wiem że dano nie było rozdziału za co przepraszam bardzo was przepraszam 

czwartek, 12 czerwca 2014

Informuję

                           Jeżeli nie będziecie komentować to usuwam bloga jeżeli pod 5 rozdziałem nie będzie 10 komentarzy to nie będę dalej pisać !!!!! 

niedziela, 18 maja 2014

Informacja

 Informuję was że przez pięć dni nie będzie mnie bo jadę na wycieczkę do Kołobrzegu ale jak wrócę to postaram się o nowy rozdział a i przepraszam że 5 rozdział jest taki krótki 

Rozdział 5

  Kiedy Wróciłam do domu, zauważyłam, że samochód mamy stoi na podjeździe. Nie miałam zbyt wielkiej ochoty spowiadać się jej z całego dnia spędzonego w biurze. Miną i dobrze, nie ma do czego wracać. Sam w sobie był już wystarczająco nudny. Weszłam więc najciszej jak mogłam, odwiesiłam palto, ściągnęłam buty i skradając się, przemknęłam po schodach do swojego pokoju,
 Mieszkam w nim, odkąd skończyłam pół roku, ale  od pewnego czasu już nie czułam się w nim jak u siebie. Należał do kogoś o wiele młodszego , od kogoś, kto lubił miękkie różowe poduszki i plakaty z gwiazdami popu, których nazwiska zdążyły już wylecieć mi z pamięci. Ta prostoduszna, niezbyt skomplikowana dziewczynka lubiła grać w scrabble, skakać przez skakankę i bawić się lalkami, Jej obecność mnie krępowała. Teraz chciałabym mieć ściany pomalowane na biało, nowe rolety w oknach i wygodną kanapę, Ale nie warto mi było tracić czasu i energii na przemeblowanie. W moich planach na przyszłość ten pokój nie mieścił się i tak. Za niecały rok miałam opuścić ten dom i wyjechać na studia.
 Ściągnęłam rajstopy, lub raczej to, co z nich zostało, i wyrzuciłam je do kosza na śmieci, który stał pod biurkiem. Wieko zatrzasnęło się z hałasem, który przyjęłam jako aplauz. Niecierpliwie pragnęłam zrzucić z siebie biurowy strój i włożyć dżinsy. Pracowałam dopiero od czterech miesięcy, ale już zaczynam tracić pewność, czy naprawdę chcę zostać prawniczką. Z drugiej strony jednak wiedziałam. że ojciec zrobił co w jego mocy, żeby załatwić mi tę posadę w kancelarii ciesząc się doskonałą reputacją. powinnam być mu za to wdzięczna.
-To wielka szansa -powiedział mi swoim mentorskim tonem-Będziesz o wiele bardziej obyta z zawodem od innych studentów, którzy nie mieli takiej możliwości. A po dyplomie taka wzmianka w CV będzie nie bez znaczenia, kiedy zaczniesz szukać pracy.
 Cóż, mimo wszystko nie czułam przesadnej wdzięczności. Wydawało mi się raczej, że tkwię w pułapce. Jakby cała moja droga życiowa została przez niego z góry wytyczona i jakbym nie miała już w tej kwestii nic do powiedzenia.
-Naomi ? To ty ?-mama wchodziła po schodach, umiarkowanie wysokie obcasy jej pantofli stukały o drewniane stopnie.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej hej przepraszam że tak długo nie było rozdziału ale mam dużo nauki zauważyłam że nawet
 dużo ludzi czyta mojego bloga.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ - Była bym wdzięczna jakbyście napisali chociaż ''czytam'' albo emotikon co kolwiek ja wtedy wiem że czytacie dla was to 5 minut a dla mnie to motywacja do dalszego pisania 
BUZIAKIII :***

wtorek, 22 kwietnia 2014

Uwaga !

 Mój ask http://ask.fm/dagamunia7
Jak macie jakieś pytania to proszę pytać
Jak macie pytania możecie też pytać w komentarzach później odpowiem na wszystkie :D
 MOJE ULUBIONE BLOGI :
http://tlumaczenie-brawlers.blogspot.com/
http://justins-guardian.blogspot.com/
http://tlumaczenie-dangersback.tumblr.com/
http://black-tears-jb.blogspot.com/
http://prawda-klamstwo.blogspot.com/
http://loveyouandhate.blogspot.com/2014/04/02.html
http://epicevillove.blogspot.it/
http://amnesiadreamisbeginningmemories.blogspot.com/2014/04/smutna-i-wazna-wiadomosc.html
http://trudne-ale-jednak-prawdziwe.blogspot.com/2014/04/rozdzia-8-to-moj-dom.html
Możecie dawać tu swoje blogi na pewno wejdę :D

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 4

    Zerwałam się na równe nogi, chwyciłam torbę i zaczęłam przepychać się do wyjścia, forsując mur zbudowany z ludzkich ciał, parasoli, teczek i plecaków. Kiedy dobrnęłam do drzwi, właśnie się zamykały. Ktoś uprzejmie wcisnął przycisk jeszcze raz, żebym mogła wysiąść, i drzwi znów się otworzyły. Ledwie zdążyłam zeskoczyć ze stopnia, już zatrzasnęły się za mną hałaśliwie. Nie zatrzymując się, ruszyłam szybko przed siebie.
-Przepraszam...
    Męski głos odezwał się gdzieś z tyłu. Przyśpieszyłam kroku, Teraz było już całkiem ciemno, a nasza ulica jest oświetlona wyjątkowo marnie. Mój ojciec pisał nawet skargę do władz lokalnych w tej sprawie. Nie wiedziałam do kogo należał głos, ale w najlepszym wypadku mógł to być żebrak domagający się drobnych pieniędzy, a w najgorszym seryjny morderca i gwałciciel.
- Przepraszam...
  Mimo że głos wydawał mi się znajomy, biegłam przed siebie, nie zatrzymując się .
-Stój !- zawołał ten ktoś-Mam twój telefon !
 Zwolniłam i obejrzałam się przez ramię, a potem sprawdziłam, czy telefon leży w torbie. Nie było go tam.
 W pośpiechu zostawiłam go na siedzeniu w autobusie. Ale przerażenie zmieniło się w ulgę, a zaraz po tym w zawstydzenie, bo zdałam sobie sprawę z tego, że to do niego należał głos.
 Stanęłam jak wryta, tak gwałtownie, że gdybym była postacią z kreskówek, które miałam zwyczaj oglądać w sobotę rano, zanim moi rodzice wstali z łóżka, podeszwy kozaczków zostawiłyby za sobą ślady hamowania na chodniku. W rzeczywistości nie wyglądało to tak efektownie. Raczej tak, jakbym potknęła się o własne nogi.
- Wielkie nieba, jak ty pędzisz!-powiedział, kiedy już wreszcie mnie dogonił-Myślałaś, że goni cię szaleniec z siekierą ?
- Nie skąd- zaprzeczyłam bez przekonania. Choć przecież naprawdę miałam do czynienia z nieznajomym facetem z autobusu. Przecież mógł być seryjnym mordercą, czyż nie? Choć, trzeba przyznać, Naprawdę wyjątkowo przystojnym.
Wręczył mi telefon.
-Przez cały czas leżał na siedzeniu obok ciebie-powiedział, uśmiechnięty tak szeroko i bezczelnie, jakby przejrzał moje kłamstwo. Poczułam że się czerwienię.
-Na szczęście zauważyłem go, jak wstałaś
Zapadła cisza. I była to, jak się potem okazało, cisza najwyższej wagi, chwila, kiedy mógł się pożegnać i odejść.
I nie spotkałabym go już nigdy więcej. Gdyby skorzystał z okazji, którą stworzyła ta cisza, na zawsze zostałby już tym uprzejmym facetem z autobusu, który oddał mi zgubiony telefon. Statystą w moim filmie.
-Nazywam się Justin- powiedział wciąż z tym samym, olśniewająco białym, łobuzerskim uśmiechem- A ty ?
-Ja...nazywam się...hmm...Naomi.
Kiedy wypowiedziałam te słowa, sama nie byłam już pewna, czy naprawdę się tak nazywam.
-I dokąd to tak się śpieszysz, Naomi ?
Naprawdę sprawiło mi to przyjemność, kiedy zwrócił się do mnie po imieniu, kładąc akcent na ,,o" nie jak większość ludzi na ,,a". Imię, w którym jest tyle samo głosek co w moim, aż się prosi o błąd.
-Nigdzie. Idę po prostu do domu- powiedziałam i znowu pomyślałam o tym, że przecież nie wiem, z kim mam do czynienia. Nie powinnam pokazywać mu, Gdzie mieszkam. Poprawiłam sobie na ramieniu pasek od torby, żeby dać mu do zrozumienia, że czeka mnie dalsza droga.
Zrozumiał
-Dobra- powiedział. sięgną do kieszeni i coś z niej wyciągną. Była to niewielka karteczka- W przyszłym czwartek będę grał w Bunkrze. Może wpadniesz? Możesz zabrać kogoś ze sobą, jeśli chcesz. Umieszczę cię na liście gości przy bramce.
I włożył mi tę kartkę do ręki. Miał długie palce i grube paznokcie. Była to ręka gitarzysty.
-Do widzenia, Naomi- powiedział pewnym głosem jak ktoś, kto wie, czego chce od życia- Muszę już iść. Przez twój telefon wysiadłem o cztery przystanki za wcześnie.
Jeszcze raz uśmiechną się figlarnie- i już go nie było. Otworzyłam usta, żeby zawołać za nim :dziękuję: albo coś w tym rodzaju, ale było już za późno. W mgnieniu oka zniknął w ciemności.
 Spojrzałam na tę kartę.
Była to ulotka reklamująca koncert.
                                   BUNKIER 
      CZWARTEK, 28 PAŹDZIERNIKA, GODZINA 19
                         GRAJĄ NA ŻYWO"
                       THE RING PULLS
                        COLLATERAL DAMAGE
                        BILLY FRANKLIN AND THE HOT PRESS
                        THE WONDERFULLS
                         DANDELION 
      BILETY PO 5 FUNTÓW DOSTĘPNE NA www.bunkiermusic.co.uk
                ALBO PO 7 FUNTÓW W KASIE 
Nawet mi nie powiedział, w którym z tych zespołów będzie grał, pomyślałam, chowając ulotkę do torby.
  Leżałaby tam przez długie tygodnie razem z kwitkami ze sklepów, razem z rozsypanymi miętowymi pastylkami, wśród paprochów i kurzy, gdyby nie to, że od tamtej chwili bez przerwy myślałam o Justinie  
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej w końcu nowy rozdział
CZYTASZ= KOMENTUJESZ :D      
                       

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 3

   W tydzień po ogłoszeniu wyników maturalnych zaczęłam pracę w kancelarii adwokackiej. I tak jakoś wyszło, że do tej pory nie miałam kiedy przejść się po sklepach w poszukiwaniu ubrań odpowiednich do biura.Prawdę mówiąc, niespecjalnie mi na nich zależało. Oszczędzałam na studia, Które miałam zamiar rozpocząć przyszłej jesieni, a jeśli znalazłaby mi nadwyżki pieniędzy, to wolałam raczej zafundować sobie jakąś podróż podczas najbliższych wakacji. Szkoda mi było wydawać na drętwy biurowy kostiumik, żeby zadowolić moich szefów. W szafie miałam przecież tyle szałowych ciuchów. Ale nie przewidziałam takiej ewentualności, że zechcę zrobić wrażenie na przystojnym facecie spotkanym w autobusie w drodze z pracy do domu.
       Jeśli udawanie, że czegoś szukamy, ma być przekonujące, niestety nie może ciągnąć się w nieskończoność. Czułam, że za chwilę przekroczę dopuszczalny limit czasu. Ale wiedziałam też, że kiedy skończę grzebać w torebce, od razu napotkam jego wzrok. A jeśli odwrócę się do okna, napotkałam jego wzrok odbity w szybie. W tej sytuacji już lepiej popatrzeć wprost na niego.
  -Zgubiłaś coś?-spytał.
Och, mój Boże, co teraz będzie ?
-Tak... to znaczy...chyba...telefon-odpowiedziałam łamiącym się głosem,pełna wstydu ze swoje kłamstwo.
Kłamstwa wychodzą mi jeszcze gorzej niż flirt. Telefon oczywiście leżał obok mnie na siedzeniu, między moim udem a bocznym oparciem, Zawsze go tam kładę, żeby móc łatwo po niego sięgnąć, gdyby zadzwonił.
  Odważyłam się podnieść wzrok. Jednocześnie założyłam nogę na nogę i wygładziłam spódnicę, w nadziei, że w ten sposób lepiej zasłonię telefon. Byłam absolutnie przekonana, że wszyscy w tym autobusie patrzą tylko na nas. Bo przecież nie prowadzi się rozmów w nieznajomymi w środku komunikacji miejskiej. To jedna z niepisanych, lecz powszechnie obowiązujących zasad, znanych każdemu od urodzenia.
 -Kurczę-powiedział-Wiem jak to jest,Ja też ciągle gubię telefon.
Miał głęboki głos z lekką chrypką i trochę dziwną wymową. Kiedy go słuchałam, z wrażeniem zwyczajności mieszało się coś rzadkiego i wyjątkowego.
-Połowy numerów nie zanotowałam nigdzie indziej-powiedziałam,postanawiając iść w zaparte- W tym telefonie jest zapisane całe moje życie.
 Uśmiechnął się znowu.Oceniłam,że w rzeczywistości jest jeszcze bardziej atrakcyjny od swojego odbicia w szybie. Może ze względu na kształt nosa. To zabawne, wygląd się trochę zmienia, Jeśli na kogoś spojrzeć pod innym kątem.Może to ma jakiś związek z symetrią twarzy. Bo nasze twarze nie są całkiem symetryczne. Zawsze jestem zaskoczona,kiedy oglądam swoje zdjęcia. Różnią się dość znacznie od odbicia w lustrze.
Odkąd zaczeliśmy rozmawiać, nie spojrzałam już w okno. Zazwyczaj włączam przycisk przystanku na żądanie, kiedy autobus mija sklep z używanymi meblami przy końcu naszej ulicy.Ale tego wiekopomnego  wieczoru, gdy połapałam się, że to tu, było już parę chwil za późno. Autobus właśnie stanął na moim przestanku.
---------------------------------------------------------------------------------------------
Hej hej i jak podoba się ?
CZYTASZ- KOMENTUJESZ
proszę komentujcie dla was to 5  minut a dla mnie to natchnienie by pisać dalej
:* BUZIAKI :*

wtorek, 25 marca 2014

Rozdział 2

Nie był to szczególnie romantyczny początek znajomości. Pierwsze słowa, jakie od niego usłyszałam, brzmiały ,, O! Przepraszam!'', bo autobus akurat zarzucił, przez co Justin się zachwiał i nadepnął mi na nogę. Kiedy znowu na niego spojrzałam, sadowił się już naprzeciwko mnie, jednocześnie zakładając sobie słuchawki na uszy. 
 Nie chciałam, żeby zauważył, że mu się przygląda, więc odwróciłam się do okna. Był już październik, właśnie zapadał zmierzch. Kiedy wychodziłam z pracy, było jeszcze widno, ale teraz niebo szybko nabierało granatowego odcienia, a w autobusie zapaliły się jarzeniówki i okna odbijały całe wnętrze obydwa nasze odbicia: jego i moje.
 Zaczął majstrować przy iPodzie, którego wyciągnął z kieszeni. Próbowałam odgadnąć, czego słucha. Nosił wysłużoną skórzaną kurtkę jak ze sklepu z ubraniami retro, pociemniałą ze starości, wytarte dżinsy i T-shirt z nazwą jakiegoś mało znanego amerykańskiego zespołu, którego nazwa obiła mi się kiedyś o uszy. Jasne włosy stały mu na żel. Policzki okrywał trzydniowy zarost. Widać było, że robił co mógł, żeby nie pokazywać, że się stara, Ale, trzeba przyznać, osiągnął całkiem niezły efekt.
 Założę się, że słucha niezależnego rocka-pomyślałam. Chwilę później z jego słuchawek zaczęła się sączyć jakaś brzmiąca znajomo gitarowa solówka. Uśmiechnęłam się do siebie: zgadłam.
 Nie od razu zauważyłam, że i on się uśmiechnął. Miał lśniąco białe, równiutkie zęby, W uśmiechu marszczyły mu się kąciki oczu i to budziło moją sympatię. Ale nagle, ku własnemu przerażeniu, zorientowałam się, że on się uśmiecha właśnie do mnie. Zapomniałam, że kiedy się obserwuje kogoś w lustrze, to i on może nas w nim obserwować. Zachowywałam się jak dziecko, To rzecz jasna, nigdy nie działa.
 Moje odbicie spurpurowiało ze wstydu. Czym prędzej odwróciłam się od okna i zaczęłam udawać, że jestem bardzo zajęta szukaniem w torbie czegoś, czego tam nie włożyłam. Nigdy nie byłam za dobra we flirtowaniu. Kontakt wzrokowy z kimś obcym zawsze jest dla mnie tak kłopotliwy, że od razu odwracam wzrok. A jeśli spróbuję się uśmiechnąć, najprawdopodobniej wyjdzie z tego jakiś nieładny grymas. Najbardziej niepewnie czuję się wtedy, kiedy facet, który mi się przygląda, jest przystojny. A on był przystojny. Bez dwóch zdań.
 I od razu pomyślałam a tym, jak jestem ubrana. Nie o oczku w rajstopach, bo ono, jak sądziłam, nie zrobi na nim żadnego wrażenia- wystarczyło spojrzeć na jego obszarpane dżinsy. Chodziło raczej o bardzo porządne palto, Białą bluzę i granatową spódnicę w kontrafałdy, która w przyszłości była częścią mojego szkolnego durka.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej hej hej i jak po rozdziale ciekawe czy Justin zagada do Neomi ciekawe zobaczymy jak potoczy się dalej ich historia mam nadzieję że się podobało      

piątek, 21 marca 2014

Rozdział 1

Tego dnia, Kiedy poznałam Justina, miałam dziurę w rajstopach. Zrobiłam się rano, gdy ubierając się, zaczepiłam o nie paznokciem. Do szóstej po południu, kiedy wracałam z pracy, oczko zdążyło już polecieć do samego dołu. 
Było je widać poniżej rąbka spódnicy i zatrzymało się nad samą cholewką lewego buta (miałam na sobie zamszowe kozaczki).
 Nie pomagało ani naciąganie spódnicy, ani krzyżowanie nóg, ani zasłanianie się torbą. Tego oczka nie można było ukryć w żaden sposób.
Wspominam o tym dlatego, że była to jedna z niewielu rzeczy, które utkwiły mi w pamięci, jeśli chodzi o tamten dzień.
 Nie mam pojęcia, co jadłam wtedy na śniadanie i jaka była pogoda. Zapomniałam, o czym krzyczały czołówki gazet i jakie listy wyjęłam za skrzynki, Nie mówiąc o zdarzeniach, które tego dnia miały miejsce w biurze.
 Pamiętam tylko, że zanim pojawił się Justin, przez cały dzień przeżuwałam uwagę mojej mamy, Na temat tego oczka w rajstopach nazwała mnie flądrą.
 Jak mogłam Ze zdenerwowania obgryzłam paznokcie i jednocześnie przeklinałam ten okropny zwyczaj, bo właśnie miałam na nich nowy lakier, na który wydałam fortunę.
Czy to nie dziwne, że najważniejsze dni naszego życia zaczynają się zawsze tak banalnie? Idziesz ulicą, rozmyślając o swoich sprawach, albo robisz coś tak beznadziejnie zwyczajnego jak zakupy w sklepie na rogu. Albo jak to było w moim przypadku, czekasz na autobus numer 69, żeby wrócić z pracy do domu, i nagle 
-bach ! -wydarza się coś, co odmieni twoje życie, nie zdążysz zająć się swoim makijażem ani nawet zmienią rajstop.
Chwila, która odmieniła moje życie, musiała nadejść mniej więcej dziesięć po szóstej po południu albo chwilę później. W każdym razie wtedy po raz ostatni spojrzałam na zegarek. Justin- a właściwie nieznajomy facet.
 Który przedstawił mi się dopiero później-wysiadł  na przestanku w połowie trasy, przy głównej ulicy. Siedziałam w tylnej części autobusu, bo tam jest najwięcej miejsca, jeśli ma się ochotę wyprostować nogi. 
Dlatego nie zauważyłam go od razu. 
Dopiero kiedy przepychał się między ludźmi uczepionymi uchwytów i próbował ominąć spacerowy wózek, który transportował przejście. Brnął przed siebie, kierując się w stronę wolnego miejsca, które miałam przed nosem 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć mam na imię Dagmara i postanowiłam prowadzić bloga o Justinie
Mam nadzieję że się wam spodoba :D BUZIAKI

Bohaterowie

 Justin Bieber-20 lat Jest tajemniczy i charyzmatyczny muzyk Justin jest przystojny i bardzo utalentowany, a jego zespół rockowy stoi na progu wielkiej kariery, Ale osobowość Bieber'a ma także swoją ciemną destrukcyjną stronę...

Naomi Cyrus- 19 lat  Po maturze dostała się na doskonałą uczelnię, ale zrobiła sobie rok przerwy w nauce. Utknęła w domu rodzinnym, podczas gdy wszystkie jej koleżanki podróżują albo studiują.