wtorek, 22 kwietnia 2014

Uwaga !

 Mój ask http://ask.fm/dagamunia7
Jak macie jakieś pytania to proszę pytać
Jak macie pytania możecie też pytać w komentarzach później odpowiem na wszystkie :D
 MOJE ULUBIONE BLOGI :
http://tlumaczenie-brawlers.blogspot.com/
http://justins-guardian.blogspot.com/
http://tlumaczenie-dangersback.tumblr.com/
http://black-tears-jb.blogspot.com/
http://prawda-klamstwo.blogspot.com/
http://loveyouandhate.blogspot.com/2014/04/02.html
http://epicevillove.blogspot.it/
http://amnesiadreamisbeginningmemories.blogspot.com/2014/04/smutna-i-wazna-wiadomosc.html
http://trudne-ale-jednak-prawdziwe.blogspot.com/2014/04/rozdzia-8-to-moj-dom.html
Możecie dawać tu swoje blogi na pewno wejdę :D

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 4

    Zerwałam się na równe nogi, chwyciłam torbę i zaczęłam przepychać się do wyjścia, forsując mur zbudowany z ludzkich ciał, parasoli, teczek i plecaków. Kiedy dobrnęłam do drzwi, właśnie się zamykały. Ktoś uprzejmie wcisnął przycisk jeszcze raz, żebym mogła wysiąść, i drzwi znów się otworzyły. Ledwie zdążyłam zeskoczyć ze stopnia, już zatrzasnęły się za mną hałaśliwie. Nie zatrzymując się, ruszyłam szybko przed siebie.
-Przepraszam...
    Męski głos odezwał się gdzieś z tyłu. Przyśpieszyłam kroku, Teraz było już całkiem ciemno, a nasza ulica jest oświetlona wyjątkowo marnie. Mój ojciec pisał nawet skargę do władz lokalnych w tej sprawie. Nie wiedziałam do kogo należał głos, ale w najlepszym wypadku mógł to być żebrak domagający się drobnych pieniędzy, a w najgorszym seryjny morderca i gwałciciel.
- Przepraszam...
  Mimo że głos wydawał mi się znajomy, biegłam przed siebie, nie zatrzymując się .
-Stój !- zawołał ten ktoś-Mam twój telefon !
 Zwolniłam i obejrzałam się przez ramię, a potem sprawdziłam, czy telefon leży w torbie. Nie było go tam.
 W pośpiechu zostawiłam go na siedzeniu w autobusie. Ale przerażenie zmieniło się w ulgę, a zaraz po tym w zawstydzenie, bo zdałam sobie sprawę z tego, że to do niego należał głos.
 Stanęłam jak wryta, tak gwałtownie, że gdybym była postacią z kreskówek, które miałam zwyczaj oglądać w sobotę rano, zanim moi rodzice wstali z łóżka, podeszwy kozaczków zostawiłyby za sobą ślady hamowania na chodniku. W rzeczywistości nie wyglądało to tak efektownie. Raczej tak, jakbym potknęła się o własne nogi.
- Wielkie nieba, jak ty pędzisz!-powiedział, kiedy już wreszcie mnie dogonił-Myślałaś, że goni cię szaleniec z siekierą ?
- Nie skąd- zaprzeczyłam bez przekonania. Choć przecież naprawdę miałam do czynienia z nieznajomym facetem z autobusu. Przecież mógł być seryjnym mordercą, czyż nie? Choć, trzeba przyznać, Naprawdę wyjątkowo przystojnym.
Wręczył mi telefon.
-Przez cały czas leżał na siedzeniu obok ciebie-powiedział, uśmiechnięty tak szeroko i bezczelnie, jakby przejrzał moje kłamstwo. Poczułam że się czerwienię.
-Na szczęście zauważyłem go, jak wstałaś
Zapadła cisza. I była to, jak się potem okazało, cisza najwyższej wagi, chwila, kiedy mógł się pożegnać i odejść.
I nie spotkałabym go już nigdy więcej. Gdyby skorzystał z okazji, którą stworzyła ta cisza, na zawsze zostałby już tym uprzejmym facetem z autobusu, który oddał mi zgubiony telefon. Statystą w moim filmie.
-Nazywam się Justin- powiedział wciąż z tym samym, olśniewająco białym, łobuzerskim uśmiechem- A ty ?
-Ja...nazywam się...hmm...Naomi.
Kiedy wypowiedziałam te słowa, sama nie byłam już pewna, czy naprawdę się tak nazywam.
-I dokąd to tak się śpieszysz, Naomi ?
Naprawdę sprawiło mi to przyjemność, kiedy zwrócił się do mnie po imieniu, kładąc akcent na ,,o" nie jak większość ludzi na ,,a". Imię, w którym jest tyle samo głosek co w moim, aż się prosi o błąd.
-Nigdzie. Idę po prostu do domu- powiedziałam i znowu pomyślałam o tym, że przecież nie wiem, z kim mam do czynienia. Nie powinnam pokazywać mu, Gdzie mieszkam. Poprawiłam sobie na ramieniu pasek od torby, żeby dać mu do zrozumienia, że czeka mnie dalsza droga.
Zrozumiał
-Dobra- powiedział. sięgną do kieszeni i coś z niej wyciągną. Była to niewielka karteczka- W przyszłym czwartek będę grał w Bunkrze. Może wpadniesz? Możesz zabrać kogoś ze sobą, jeśli chcesz. Umieszczę cię na liście gości przy bramce.
I włożył mi tę kartkę do ręki. Miał długie palce i grube paznokcie. Była to ręka gitarzysty.
-Do widzenia, Naomi- powiedział pewnym głosem jak ktoś, kto wie, czego chce od życia- Muszę już iść. Przez twój telefon wysiadłem o cztery przystanki za wcześnie.
Jeszcze raz uśmiechną się figlarnie- i już go nie było. Otworzyłam usta, żeby zawołać za nim :dziękuję: albo coś w tym rodzaju, ale było już za późno. W mgnieniu oka zniknął w ciemności.
 Spojrzałam na tę kartę.
Była to ulotka reklamująca koncert.
                                   BUNKIER 
      CZWARTEK, 28 PAŹDZIERNIKA, GODZINA 19
                         GRAJĄ NA ŻYWO"
                       THE RING PULLS
                        COLLATERAL DAMAGE
                        BILLY FRANKLIN AND THE HOT PRESS
                        THE WONDERFULLS
                         DANDELION 
      BILETY PO 5 FUNTÓW DOSTĘPNE NA www.bunkiermusic.co.uk
                ALBO PO 7 FUNTÓW W KASIE 
Nawet mi nie powiedział, w którym z tych zespołów będzie grał, pomyślałam, chowając ulotkę do torby.
  Leżałaby tam przez długie tygodnie razem z kwitkami ze sklepów, razem z rozsypanymi miętowymi pastylkami, wśród paprochów i kurzy, gdyby nie to, że od tamtej chwili bez przerwy myślałam o Justinie  
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej w końcu nowy rozdział
CZYTASZ= KOMENTUJESZ :D      
                       

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 3

   W tydzień po ogłoszeniu wyników maturalnych zaczęłam pracę w kancelarii adwokackiej. I tak jakoś wyszło, że do tej pory nie miałam kiedy przejść się po sklepach w poszukiwaniu ubrań odpowiednich do biura.Prawdę mówiąc, niespecjalnie mi na nich zależało. Oszczędzałam na studia, Które miałam zamiar rozpocząć przyszłej jesieni, a jeśli znalazłaby mi nadwyżki pieniędzy, to wolałam raczej zafundować sobie jakąś podróż podczas najbliższych wakacji. Szkoda mi było wydawać na drętwy biurowy kostiumik, żeby zadowolić moich szefów. W szafie miałam przecież tyle szałowych ciuchów. Ale nie przewidziałam takiej ewentualności, że zechcę zrobić wrażenie na przystojnym facecie spotkanym w autobusie w drodze z pracy do domu.
       Jeśli udawanie, że czegoś szukamy, ma być przekonujące, niestety nie może ciągnąć się w nieskończoność. Czułam, że za chwilę przekroczę dopuszczalny limit czasu. Ale wiedziałam też, że kiedy skończę grzebać w torebce, od razu napotkam jego wzrok. A jeśli odwrócę się do okna, napotkałam jego wzrok odbity w szybie. W tej sytuacji już lepiej popatrzeć wprost na niego.
  -Zgubiłaś coś?-spytał.
Och, mój Boże, co teraz będzie ?
-Tak... to znaczy...chyba...telefon-odpowiedziałam łamiącym się głosem,pełna wstydu ze swoje kłamstwo.
Kłamstwa wychodzą mi jeszcze gorzej niż flirt. Telefon oczywiście leżał obok mnie na siedzeniu, między moim udem a bocznym oparciem, Zawsze go tam kładę, żeby móc łatwo po niego sięgnąć, gdyby zadzwonił.
  Odważyłam się podnieść wzrok. Jednocześnie założyłam nogę na nogę i wygładziłam spódnicę, w nadziei, że w ten sposób lepiej zasłonię telefon. Byłam absolutnie przekonana, że wszyscy w tym autobusie patrzą tylko na nas. Bo przecież nie prowadzi się rozmów w nieznajomymi w środku komunikacji miejskiej. To jedna z niepisanych, lecz powszechnie obowiązujących zasad, znanych każdemu od urodzenia.
 -Kurczę-powiedział-Wiem jak to jest,Ja też ciągle gubię telefon.
Miał głęboki głos z lekką chrypką i trochę dziwną wymową. Kiedy go słuchałam, z wrażeniem zwyczajności mieszało się coś rzadkiego i wyjątkowego.
-Połowy numerów nie zanotowałam nigdzie indziej-powiedziałam,postanawiając iść w zaparte- W tym telefonie jest zapisane całe moje życie.
 Uśmiechnął się znowu.Oceniłam,że w rzeczywistości jest jeszcze bardziej atrakcyjny od swojego odbicia w szybie. Może ze względu na kształt nosa. To zabawne, wygląd się trochę zmienia, Jeśli na kogoś spojrzeć pod innym kątem.Może to ma jakiś związek z symetrią twarzy. Bo nasze twarze nie są całkiem symetryczne. Zawsze jestem zaskoczona,kiedy oglądam swoje zdjęcia. Różnią się dość znacznie od odbicia w lustrze.
Odkąd zaczeliśmy rozmawiać, nie spojrzałam już w okno. Zazwyczaj włączam przycisk przystanku na żądanie, kiedy autobus mija sklep z używanymi meblami przy końcu naszej ulicy.Ale tego wiekopomnego  wieczoru, gdy połapałam się, że to tu, było już parę chwil za późno. Autobus właśnie stanął na moim przestanku.
---------------------------------------------------------------------------------------------
Hej hej i jak podoba się ?
CZYTASZ- KOMENTUJESZ
proszę komentujcie dla was to 5  minut a dla mnie to natchnienie by pisać dalej
:* BUZIAKI :*