piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 4

    Zerwałam się na równe nogi, chwyciłam torbę i zaczęłam przepychać się do wyjścia, forsując mur zbudowany z ludzkich ciał, parasoli, teczek i plecaków. Kiedy dobrnęłam do drzwi, właśnie się zamykały. Ktoś uprzejmie wcisnął przycisk jeszcze raz, żebym mogła wysiąść, i drzwi znów się otworzyły. Ledwie zdążyłam zeskoczyć ze stopnia, już zatrzasnęły się za mną hałaśliwie. Nie zatrzymując się, ruszyłam szybko przed siebie.
-Przepraszam...
    Męski głos odezwał się gdzieś z tyłu. Przyśpieszyłam kroku, Teraz było już całkiem ciemno, a nasza ulica jest oświetlona wyjątkowo marnie. Mój ojciec pisał nawet skargę do władz lokalnych w tej sprawie. Nie wiedziałam do kogo należał głos, ale w najlepszym wypadku mógł to być żebrak domagający się drobnych pieniędzy, a w najgorszym seryjny morderca i gwałciciel.
- Przepraszam...
  Mimo że głos wydawał mi się znajomy, biegłam przed siebie, nie zatrzymując się .
-Stój !- zawołał ten ktoś-Mam twój telefon !
 Zwolniłam i obejrzałam się przez ramię, a potem sprawdziłam, czy telefon leży w torbie. Nie było go tam.
 W pośpiechu zostawiłam go na siedzeniu w autobusie. Ale przerażenie zmieniło się w ulgę, a zaraz po tym w zawstydzenie, bo zdałam sobie sprawę z tego, że to do niego należał głos.
 Stanęłam jak wryta, tak gwałtownie, że gdybym była postacią z kreskówek, które miałam zwyczaj oglądać w sobotę rano, zanim moi rodzice wstali z łóżka, podeszwy kozaczków zostawiłyby za sobą ślady hamowania na chodniku. W rzeczywistości nie wyglądało to tak efektownie. Raczej tak, jakbym potknęła się o własne nogi.
- Wielkie nieba, jak ty pędzisz!-powiedział, kiedy już wreszcie mnie dogonił-Myślałaś, że goni cię szaleniec z siekierą ?
- Nie skąd- zaprzeczyłam bez przekonania. Choć przecież naprawdę miałam do czynienia z nieznajomym facetem z autobusu. Przecież mógł być seryjnym mordercą, czyż nie? Choć, trzeba przyznać, Naprawdę wyjątkowo przystojnym.
Wręczył mi telefon.
-Przez cały czas leżał na siedzeniu obok ciebie-powiedział, uśmiechnięty tak szeroko i bezczelnie, jakby przejrzał moje kłamstwo. Poczułam że się czerwienię.
-Na szczęście zauważyłem go, jak wstałaś
Zapadła cisza. I była to, jak się potem okazało, cisza najwyższej wagi, chwila, kiedy mógł się pożegnać i odejść.
I nie spotkałabym go już nigdy więcej. Gdyby skorzystał z okazji, którą stworzyła ta cisza, na zawsze zostałby już tym uprzejmym facetem z autobusu, który oddał mi zgubiony telefon. Statystą w moim filmie.
-Nazywam się Justin- powiedział wciąż z tym samym, olśniewająco białym, łobuzerskim uśmiechem- A ty ?
-Ja...nazywam się...hmm...Naomi.
Kiedy wypowiedziałam te słowa, sama nie byłam już pewna, czy naprawdę się tak nazywam.
-I dokąd to tak się śpieszysz, Naomi ?
Naprawdę sprawiło mi to przyjemność, kiedy zwrócił się do mnie po imieniu, kładąc akcent na ,,o" nie jak większość ludzi na ,,a". Imię, w którym jest tyle samo głosek co w moim, aż się prosi o błąd.
-Nigdzie. Idę po prostu do domu- powiedziałam i znowu pomyślałam o tym, że przecież nie wiem, z kim mam do czynienia. Nie powinnam pokazywać mu, Gdzie mieszkam. Poprawiłam sobie na ramieniu pasek od torby, żeby dać mu do zrozumienia, że czeka mnie dalsza droga.
Zrozumiał
-Dobra- powiedział. sięgną do kieszeni i coś z niej wyciągną. Była to niewielka karteczka- W przyszłym czwartek będę grał w Bunkrze. Może wpadniesz? Możesz zabrać kogoś ze sobą, jeśli chcesz. Umieszczę cię na liście gości przy bramce.
I włożył mi tę kartkę do ręki. Miał długie palce i grube paznokcie. Była to ręka gitarzysty.
-Do widzenia, Naomi- powiedział pewnym głosem jak ktoś, kto wie, czego chce od życia- Muszę już iść. Przez twój telefon wysiadłem o cztery przystanki za wcześnie.
Jeszcze raz uśmiechną się figlarnie- i już go nie było. Otworzyłam usta, żeby zawołać za nim :dziękuję: albo coś w tym rodzaju, ale było już za późno. W mgnieniu oka zniknął w ciemności.
 Spojrzałam na tę kartę.
Była to ulotka reklamująca koncert.
                                   BUNKIER 
      CZWARTEK, 28 PAŹDZIERNIKA, GODZINA 19
                         GRAJĄ NA ŻYWO"
                       THE RING PULLS
                        COLLATERAL DAMAGE
                        BILLY FRANKLIN AND THE HOT PRESS
                        THE WONDERFULLS
                         DANDELION 
      BILETY PO 5 FUNTÓW DOSTĘPNE NA www.bunkiermusic.co.uk
                ALBO PO 7 FUNTÓW W KASIE 
Nawet mi nie powiedział, w którym z tych zespołów będzie grał, pomyślałam, chowając ulotkę do torby.
  Leżałaby tam przez długie tygodnie razem z kwitkami ze sklepów, razem z rozsypanymi miętowymi pastylkami, wśród paprochów i kurzy, gdyby nie to, że od tamtej chwili bez przerwy myślałam o Justinie  
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej w końcu nowy rozdział
CZYTASZ= KOMENTUJESZ :D      
                       

1 komentarz:

  1. Jestem bardzo ciekawa jak to się dalej rozwinie ! Mega rozdział! *.
    Szybko dawaj nexta ! <3

    OdpowiedzUsuń